Historia kolekcji serków topionych
Wyjątkowa strona i autor, Kuba Terakowski, zabierają nas w świat kolekcji, o których nie mieliście pojęcia że istnieją.
Gdy chcesz opowiedzieć historię liczy się nie tylko temat ale też jak to robisz i czy naprawdę wierzysz w to co mówisz. Dziś zwiedzamy stronę o etykietach z serków topionych. Jej autor z pewnością wierzy w to co robi, kolekcja ma już ponad 50 lat a strona jest prowadzona od około 30.
O stronie kolekcji
Stronę dotyczącą etykiet serków topionych znam od dawna, krążyła po różnych forach i miejscach w sieci jako przykład absurdalnego i nieco dziwacznego hobby.
Strona sama w sobie jest jednak wspaniałym i ciągle żywym (zaktualizowanym miesiąc temu!), archiwum tego jak kiedyś wyglądały strony internetowe.
Na poziomie technicznym jest to zabytek, tylko minimalnie bardziej uporządkowany niż opisywana przezemnie niniwa22. Żaden „web 2.0” nigdy tu nie zagościł, arkusz stylów CSS (czyli technologia z 1996 roku) też się nie przyjął. Mamy tu doczynienia z najbardziej prymitywnym HTMLem, takim jakiego uczono pod koniec lat 90 w szkołach. Do tego doklejono sondę z pytaniem o ulubiony typ sera (żółty, pleśniowy, oscypek a nawet szynka wygrywają z serkiem topionym!).
Witaj w Archiwum Internetu, znajdziesz tu teksty o kulturze cyfrowej, internetowych plemionach i subkulturach, zapomnianych stronach i przebrzmiałych modach.
Małe co nieco
Autor kolekcjonuje etykiety od serków topionych i w swojej kolekcji posiada 3720 unikalnych egzemplarzy. Przedstawia godną doktoratu metodologię z podziałem na kształt etykiet, producenta, rodzaj dodatków czy gatunek sera. Zbierane są tylko etykiety o kształcie prostokąta i trójkąta a warunkiem koniecznym jest „prawdziwość” sera co wyklucza etykiety produktów wegańskich.
Wszystko jest dokładnie skatalogowane dzięki czemu można zobaczyć jak przebiegała ewolucja graficznych wzorów konkretnego serka.
Strona jest jedną wielką ciekawostką, na tyle niespotykaną w internecie, że wartą zwiedzania. Zwłaszcza, że poza samym katalogiem znajdziemy tam wierszyk Ludwika Kerna o serkach topionych, przepis na zupę oraz ciekawostki ze zdjęciem najstarszej i najnowszej etykiety.
Właścicielem strony jest Kuba Terakowski, podróżnik i autor tekstów w czasopismach o tematyce podróżniczej. Strona o etykietach jest tak naprawdę tylko częścią jego rozbudowanej strony domowej, w której wspomina swoich bliskich i regularnie relacjonuje swoje wyprawy.
Dlaczego w ogóle istnieje taka kolekcja?
Nie znam nikogo kto by zbierał etykiety z serków topionych. Ale jeszcze pod koniec lat 90 całkiem popularną praktyką było zbieranie kolorowych puszek i kolorowych opakowań. Zawsze interpretowałem to jako zanikającą spuściznę PRLu. We wszechobecnej wtedy szarzyźnie estetycznie wykonana kolorowa etykieta lub ładne metalowe pudełeczko stawało się nie tylko elementem porządania ale też symbolem zachodu. Czasami miało też wymiar praktyczny, metalowe pudełeczko mogło być wykorzystane śrubki.

Nie chcesz przegapić kolejnego wydania Archiwum Internetu? Zapisz się a następny tekst otrzymasz na skrzynkę.
Gdy chodziłem do podstawówki siostra mojego kolegi miała klaster wypełniony opakowaniami po ciasteczkach. Strasznie się z tego śmialiśmy gdy nam go pokazywała a Artur później jeszcze długo przedstawiał „zbieranie śmieci” jako koronny dowód na głupotę swojej siostry.
Dziś myśląc o przedmiotach codziennych i bezwartościowych jako obiekcie kolekcji, zastanawiami się czy w takim zbieractwie bardziej chodzi o te opakowania czy może o akt porządkowania rzeczywistości? Dzielenie na kategorie, porządkowanie i „kuratorowanie” samo w sobie może być interesujące.
Nie wiemy na ile kolekcja etykiet jest wynikiem potrzeby katalogowania a na ile spadkiem po PRLu. Być może ma jeszcze inne korzenie psychologiczne. To co było jednak dla mnie sporym zaskoczeniem, to że zbieracze przedmiotów codziennego użytku dalej istnieją. Byłem święcie przekonany, że zjawisko to całkowicie zaniknęło ale wcale tak nie jest. Dalej funkcjonuje zbieractwo puszek i drobnych przedmiotów nie przedstawiających formalnie żadnej wartości. Na OLXie można swobodnie kupić lub wymienić się na puste puszki po napojach energetycznych. Zbieranie kapsli po piwie też ma się dobrze.
No i… może to wcale nie jest tak dziwne jak może się z pozoru wydawać? Dlaczego niby kolekcjonowanie spinek do mankietów, pierścionków i znaczków pocztowych ma być w jakimkolwiek stopniu lepsze?
Dziękuję za czytanie Archiwum Internetu.
Zapisz się i otrzymuj kolejne wydania e-mailem. ;-)
Jeśli tekst Ci się spodobał udostępnij go dalej i zostaw komentarz. Dziękuję!
PS W najbliższym czasie szykuję ankietę dla wszystkich czytelników Archiwum Internetu. Postaram się sprawdzić nie tylko kim jesteście - ale również jakie tematy są najbardziej interesujące. No i chcę się dowiedzieć też czy przeglądy prasy miały sens i jak można je przywrócić.





Oj, ale metalowe pudełeczka warto zostawiać sobie w domu teraz nawet bardziej niż kiedyś, skoro tak ich mało w morzu plastikowych.
Piękne to znalezisko. Zapisałem w ulubionych zakładkach.