Substack podąża niestety drogą innych platform i proces g*wnowacenia jest nieunikniony. Niemniej opcja zasubskrybowania sobie newslettera jest fajna, bo mimo wszystko lepiej czyta się te teksty w skrzynce pocztowej niż na głośnym i kolorowym targowisku SM.
Co do Twoich cierpień twórczych i dylematów, trochę je rozumiem. Przez ok. 2 lata prowadziłem profil na IG w tematyce pieczenia chleba na zakwasie I publikowałem posty 2-3 razy w tygodniu. Udało mi sie w tym czasie zebrać prawie 1K obserwujących, i było to fajne miejsce, gdzie można było pogadać z kimś o podobnych zainteresowaniach..
A potem pojawiły się rolki, i na profilu zrobiło się ciszej - zasięgi z dnia na dzień drastycznie spadły. Miałem wiec dwa wyjścia- pisać sobie a muzom, albo zacząć robic treści wideo.
Próbowałem swoich sił w kręceniu rolek, ale okazało sie, że zmontowanie kilkudziesięciu sekund filmu zajmuje mi kilka godzin, i mój entuzjazm szybko opadł (nie wspomnę o braku infrastruktury i sprzętu do kręcenia dobrej jakości wideo).
Wtedy musiałem sobie zadać pytanie, czy nadal chcę prowadzić ten profil? Nie robiłem tego dla kasy, w sumie największym motywatorem było tworzenie i udział w społeczności i to ze moglem dzielić się wiedzą i pomagać innym. Kiedy jednak zniknęli czynni obserwatorzy, zniknęła też moja motywacja i zarzuciłem pisanie na IG.
Tęsknię za internetem, w którym ludzie tworzyli strony z potrzeby dzielenia sie swoją pasją i szukaniu podobnych sobie osób. Za linearnymi, ustrukturyzowanymi forami, gdzie to ja, a nie algorytm, szukałem dla siebie ciekawych treści.
Z drugiej strony, wiem i rozumiem, że w pewnym wieku człowiek zastanawia się, czy na pewno chce pisać na dany temat z samej potrzeby tworzenia i dzielenia się swoją pasją, czy też lepiej ten czas przeznaczyć na inne rzeczy. I czy pisanie same w sobie, niezmonetyzowane ani nie budujące "marki osobistej" (też docelowo do zmonetyzowania), ma sens.
W każdym razie, mam nadzieję, ze w jakiejś formie, choćby bardzo nieregularnej, Archiwum pozostanie na Substacku lub gdziekolwiek indziej🙃.
Mło to czytać w tak niemiłych okolicznościach. Dziękuję za to wsparcie w zapasach z rzeczywistością newsletterową.
>Tęsknię za internetem, w którym ludzie tworzyli strony z potrzeby dzielenia sie swoją pasją
Myślę, że wszyscy zgromadzeni pod tym parasolem mają podobnie. W czasach web 1.0 moja strona domowa (gdzie pisałem min. o modyfikacji gry Maluch Sim) miała wymieniony link z zaprzyjaźnioną stroną o hodowli bambusa (tych ozdobnych, 20 lat temu sprzedawanych w IKEA). :-) Może kiedyś więcej o tym napiszę.
>osoby przyzwyczajone do rolek trudno przekonuje się do czytania dłuższych tekstów
myślę, że i z wzajemnością - choć tych opierających się dostosowaniu treści pod rolki jest znacznie mniej (jesteśmy - żartuję i nie żartuję - błędem ewolucyjnym obecnego stanu internetu), tak nie należy przenosić oczekiwań wyśrubowanych na socialach do tej przestrzeni. Banalne tipy na "produktywność" i "kreatywność" zawsze będą miały zylion polubień, niszowe tematy (niezależnie od jakości ich ujęcia) - zawsze tylko kilka. Tyle, że przynajmniej na substacku da się normalnie pisać komentarze (w drzewku) i katalogować własne posty, a nawet wyskakiwać ludziom w wyszukiwarkach. I paradoksalnie, przez fakt, że teksty wpadają na skrzynkę mailową, ludzie czytają je - przynajmniej mam takie wrażenie - uważniej i bardziej się nimi emocjonują, niż kolejnym postem, który lajkuje sie z automatu. Droga w żadną stronę w internecie nie jest obiecująca, ale ta jest, trzymam kciuki obym miał rację, mniej gówniana.
Kilka miesięcy temu postawiłem sobie stronę z jeszcze bardziej niszowym tematem niż archiwum internetu. 2 razy w miesiącu staram się napisać coś i wysłac do 12 osób zapisanych do mojego newslettera. Wszystko postawione z AI w kilka wieczorów. Nigdy by mi się nie chciało stawiać tej strony samemu. Jakieś szkolenia/kursy - ile czasu bym na to „stracił“? Tu po 2h miałem działający szablon WordPressa z kilkoma bajerami (taksonmia, dział kontakt, RSS, baza wpisów z fajnym bajerem wizualizacji 3D, statystyki z Google Analytics). Naprawdę sa i dobre strony rozwoju sztucznej inteligencji. Polecam spróbować tak działać.
Postawienie i selfhostowanie bloga faktycznie nie jest tak dramatycznie trudne. Ale własny newsletter - o tu już zaczynają się schody wymagające albo super kombinacji albo płacenia co miesiąc haraczu pośrednikom (Mailchimp itd).
Nawet w przypływie emocji kupiłem sobie ładną domenę ale jednak to mnie wstrzymuje. No i na Substacku, bądź co bądź, jest jakaś społeczność. To właściwie niemal 100% czytelników Archiwum.
Cześć! Przejrzałem Twoje starsze teksty - klimat retro internetu i cyfrowej archeologii bardzo mi siedzi, więc zostaję jako subskrybent. Nie próbowałbym mierzyć wartości Twojego newslettera tempem wzrostu. Temat, który wybrałeś, z definicji jest niszowy i właśnie dlatego ma sens. Pisz dalej, nawet jeśli czasem będzie to rzadziej. Ja zostaję :)
Życze Ci wytrwałości ku naszej (czytelników) uciesze i korzyściach. Super robota. A do odbiorców możesz sobie dodać +1 osobnika korzystającego z RSS'a. Ale staram sie wchodzić zawsze na stronę, a nie lurkować Cię z mojego czytnika bez śladu obecności.
Myślałem szerzej, o takim wyciagnięciu jakie się zdarzyło w polskiej części netu z wszystkimi platformami blogowymi, których było przecież całkiem sporo.
Rzekłbym nawet, że przy zerowej reklamie, na dość niszowy temat i z półroczną przerwą to jest bardzo dużo i szybko. Ja przez trzy lata blogowania uzbierałem trochę ponad 300.
W moim przypadku zdecydował przypadek - jeden tekst chwycił i tak poniosło mnie na tej fali. Ale dziekuję za komentarz, ta fala jak widać to jednak był niezły fart.
Wydaje mi się, że od czasu wymyślenia serduszek i lajków zniszczyliśmy system angażowania się w głębsze dyskusje. Platformy blogowe stały się poniekąd plebiscytem, w którym liczy się głównie ten wskaźnik. Wszystko stało się na pokaz.
Substack podąża niestety drogą innych platform i proces g*wnowacenia jest nieunikniony. Niemniej opcja zasubskrybowania sobie newslettera jest fajna, bo mimo wszystko lepiej czyta się te teksty w skrzynce pocztowej niż na głośnym i kolorowym targowisku SM.
Co do Twoich cierpień twórczych i dylematów, trochę je rozumiem. Przez ok. 2 lata prowadziłem profil na IG w tematyce pieczenia chleba na zakwasie I publikowałem posty 2-3 razy w tygodniu. Udało mi sie w tym czasie zebrać prawie 1K obserwujących, i było to fajne miejsce, gdzie można było pogadać z kimś o podobnych zainteresowaniach..
A potem pojawiły się rolki, i na profilu zrobiło się ciszej - zasięgi z dnia na dzień drastycznie spadły. Miałem wiec dwa wyjścia- pisać sobie a muzom, albo zacząć robic treści wideo.
Próbowałem swoich sił w kręceniu rolek, ale okazało sie, że zmontowanie kilkudziesięciu sekund filmu zajmuje mi kilka godzin, i mój entuzjazm szybko opadł (nie wspomnę o braku infrastruktury i sprzętu do kręcenia dobrej jakości wideo).
Wtedy musiałem sobie zadać pytanie, czy nadal chcę prowadzić ten profil? Nie robiłem tego dla kasy, w sumie największym motywatorem było tworzenie i udział w społeczności i to ze moglem dzielić się wiedzą i pomagać innym. Kiedy jednak zniknęli czynni obserwatorzy, zniknęła też moja motywacja i zarzuciłem pisanie na IG.
Tęsknię za internetem, w którym ludzie tworzyli strony z potrzeby dzielenia sie swoją pasją i szukaniu podobnych sobie osób. Za linearnymi, ustrukturyzowanymi forami, gdzie to ja, a nie algorytm, szukałem dla siebie ciekawych treści.
Z drugiej strony, wiem i rozumiem, że w pewnym wieku człowiek zastanawia się, czy na pewno chce pisać na dany temat z samej potrzeby tworzenia i dzielenia się swoją pasją, czy też lepiej ten czas przeznaczyć na inne rzeczy. I czy pisanie same w sobie, niezmonetyzowane ani nie budujące "marki osobistej" (też docelowo do zmonetyzowania), ma sens.
W każdym razie, mam nadzieję, ze w jakiejś formie, choćby bardzo nieregularnej, Archiwum pozostanie na Substacku lub gdziekolwiek indziej🙃.
Mło to czytać w tak niemiłych okolicznościach. Dziękuję za to wsparcie w zapasach z rzeczywistością newsletterową.
>Tęsknię za internetem, w którym ludzie tworzyli strony z potrzeby dzielenia sie swoją pasją
Myślę, że wszyscy zgromadzeni pod tym parasolem mają podobnie. W czasach web 1.0 moja strona domowa (gdzie pisałem min. o modyfikacji gry Maluch Sim) miała wymieniony link z zaprzyjaźnioną stroną o hodowli bambusa (tych ozdobnych, 20 lat temu sprzedawanych w IKEA). :-) Może kiedyś więcej o tym napiszę.
>osoby przyzwyczajone do rolek trudno przekonuje się do czytania dłuższych tekstów
myślę, że i z wzajemnością - choć tych opierających się dostosowaniu treści pod rolki jest znacznie mniej (jesteśmy - żartuję i nie żartuję - błędem ewolucyjnym obecnego stanu internetu), tak nie należy przenosić oczekiwań wyśrubowanych na socialach do tej przestrzeni. Banalne tipy na "produktywność" i "kreatywność" zawsze będą miały zylion polubień, niszowe tematy (niezależnie od jakości ich ujęcia) - zawsze tylko kilka. Tyle, że przynajmniej na substacku da się normalnie pisać komentarze (w drzewku) i katalogować własne posty, a nawet wyskakiwać ludziom w wyszukiwarkach. I paradoksalnie, przez fakt, że teksty wpadają na skrzynkę mailową, ludzie czytają je - przynajmniej mam takie wrażenie - uważniej i bardziej się nimi emocjonują, niż kolejnym postem, który lajkuje sie z automatu. Droga w żadną stronę w internecie nie jest obiecująca, ale ta jest, trzymam kciuki obym miał rację, mniej gówniana.
Trzeba mieć nadzieję, że dla czytających pozostanie jakaś enklawa. Choć mam dużo wątpliwości co do samej platformy.
jako i ja mam, i pewnie, gdybym umiał napisać sobie stronę to zrobiłbym to migusiem - a że jeszcze nie umiem, to jest jak jest
Kilka miesięcy temu postawiłem sobie stronę z jeszcze bardziej niszowym tematem niż archiwum internetu. 2 razy w miesiącu staram się napisać coś i wysłac do 12 osób zapisanych do mojego newslettera. Wszystko postawione z AI w kilka wieczorów. Nigdy by mi się nie chciało stawiać tej strony samemu. Jakieś szkolenia/kursy - ile czasu bym na to „stracił“? Tu po 2h miałem działający szablon WordPressa z kilkoma bajerami (taksonmia, dział kontakt, RSS, baza wpisów z fajnym bajerem wizualizacji 3D, statystyki z Google Analytics). Naprawdę sa i dobre strony rozwoju sztucznej inteligencji. Polecam spróbować tak działać.
Postawienie i selfhostowanie bloga faktycznie nie jest tak dramatycznie trudne. Ale własny newsletter - o tu już zaczynają się schody wymagające albo super kombinacji albo płacenia co miesiąc haraczu pośrednikom (Mailchimp itd).
Nawet w przypływie emocji kupiłem sobie ładną domenę ale jednak to mnie wstrzymuje. No i na Substacku, bądź co bądź, jest jakaś społeczność. To właściwie niemal 100% czytelników Archiwum.
Cześć! Przejrzałem Twoje starsze teksty - klimat retro internetu i cyfrowej archeologii bardzo mi siedzi, więc zostaję jako subskrybent. Nie próbowałbym mierzyć wartości Twojego newslettera tempem wzrostu. Temat, który wybrałeś, z definicji jest niszowy i właśnie dlatego ma sens. Pisz dalej, nawet jeśli czasem będzie to rzadziej. Ja zostaję :)
Życze Ci wytrwałości ku naszej (czytelników) uciesze i korzyściach. Super robota. A do odbiorców możesz sobie dodać +1 osobnika korzystającego z RSS'a. Ale staram sie wchodzić zawsze na stronę, a nie lurkować Cię z mojego czytnika bez śladu obecności.
Świat w którym większość ludzi wiedziała jak korzystać z RSS byłby lepszym miejscem. <3
Wystarczy, że ktoś wyciągnie wtyczkę i śladu nie zostanie po tym całym pisaniu.
A 200 subskrybentów przy zerowej reklamie to jest dużo.
No chyba, że nazwać orkę na SM pracą, wtedy jednak trochę jej było. Ale okej, przyjmuję.
Co do wyciągania wtyczki to raczej Substackowi to nie grozi (ale mam backup jak coś).
Myślałem szerzej, o takim wyciagnięciu jakie się zdarzyło w polskiej części netu z wszystkimi platformami blogowymi, których było przecież całkiem sporo.
No tak, fakt, blox.pl zabiła Agora i tylko niewielka część się ostała (np. blog WO)
Blog.pl, Onet.Blog, Bloog.pl (Wirtualna Polska), Pinger.pl... Interia też miała swoją część do blogowania. Od groma tego było.
Rzekłbym nawet, że przy zerowej reklamie, na dość niszowy temat i z półroczną przerwą to jest bardzo dużo i szybko. Ja przez trzy lata blogowania uzbierałem trochę ponad 300.
W moim przypadku zdecydował przypadek - jeden tekst chwycił i tak poniosło mnie na tej fali. Ale dziekuję za komentarz, ta fala jak widać to jednak był niezły fart.
Świetne teksty, gratuluję i życzę wytrwałości. :)
Wydaje mi się, że od czasu wymyślenia serduszek i lajków zniszczyliśmy system angażowania się w głębsze dyskusje. Platformy blogowe stały się poniekąd plebiscytem, w którym liczy się głównie ten wskaźnik. Wszystko stało się na pokaz.